wtorek, 25 marca 2014

Rozdział 2

- Tada!- Krzyczę i obracam się w nowiutkiej zielonej sukience od Coco Chanel.
- Wyglądasz wspaniale- cmoka z uznaniem Chris.
       Siedzimy w jego skromnym, ale pięknym mieszkaniu. Na ławie leży stos prac do sprawdzenia, a na wierzchu nasze zdjęcie. Wyglądamy na nim tak słodko. Zakochani. Tylko my na zawsze. Kątem oka spoglądam w jego stronę i widzę, ze przyjął pozę „na filozofa”.  Pewnie znowu o nim rozmyśla. Czemu zjawił się akurat teraz? Kiedy wszystko tak dobrze się układa? Mimo wszystko kocham go jako myśliciela. Jest wtedy taki…tajemniczy, ale z drugiej strony otwarty. Ten mężczyzna ma w sobie tyle sprzeczności. Najbardziej boli mnie to, że ciągle muszę tolerować jego matkę. Okropna kobieta! Opadam na sofę i tulę się do niego. On obejmuje mnie ramieniem i całuje w czoło. Chris to dwa w jednym, mój partner i tato. Ojciec, którego nigdy nie miałam.
-Co dziś planujesz, nauczycielu?- Zagaduję żartobliwie.
          Zbliża się do mnie i dotyka kciukiem mojego podbródka. W myślach krąży mi tylko jedno słowo: tak! Niestety-nieoczekiwanie- on odwraca się.
-Planuję odwieźć cię do domu, księżniczko-odpowiada spokojnie.
     Spoglądam na niego zdziwiona. Że co? Mieliśmy spędzić w swoim towarzystwie cały weekend. Pewnie musi spotkać się z matką. Czego ona znowu od niego chce? Mimo wszystko wolę nie pytać. Pragnę, aby to on wyjawił mi ten „rodzinny sekret”. Nie będę naciskała. Mruczę niezadowolona i w pośpiechu przebieram się.
       Za pięć minut stoję przy drzwiach. Gdzie on do cholery jest? Co on sobie myśli? Tak. Pewnie już rozmawia przez telefon. A jakże! Może jeszcze wrócę do domu pieszo. Wszystko możliwe. Posyłam mu wzrok w stylu: śpieszę się, a on błyskawicznie kończy rozmowę. Ojej, chyba nie ma dobrego humoru. Ale ja też nie. Kto tym razem? Mama? Żona? Może dziecko, o którym jeszcze nie wiem?
-To nie była żadna z nich- syczy.
Umie czytać w moich myślach? Jasna cholera!
-Muszę iść-rzucam zestresowana i wybiegam.
      Dokąd? Ten cholerny dom leży 20km od Detroit. Nie chcę już wdawać się z nim w żadną wymianę zdań.
       Nagle zauważam Thomas’a. Co za ulga! Stoję na środku drogi i macham do niego jak wariatka. To zły pomysł, ale jedyny na wydostanie się z tej wioski. Zatrzymuje samochód i obdarza mnie cynicznym uśmiechem. Zaczyna się.
-Co ty tu robisz?-rzucamy jednocześnie i wybuchamy gromkim śmiechem.
        Brakowało mi go. Jego jako kolegi. Jego jako przyjaciela. Jego jako mężczyzny, z którym mogłam się pośmiać. Jego jako mojego partnera. Ale to on ze mną zerwał. Nieważne. Mam teraz Chris’a.
-Gdzie się teraz uczysz?- Spytałam beznamiętnie.
- Uniwersytet w Detroit- tłumaczy podekscytowany.
-Bardzo się cieszę z powrotu. Tęskniłem za domem, za matką, za znajomymi i…-urywa- za tobą-dodaje ciszej.
          Nie odpowiadam. Co niby mam mu wyjawić? Przez ostatni rok nie miałam nawet czasu, żeby o nim pomyśleć. Całą siebie poświęciłam Chrisowi. Tyle. Spogląda na mnie. Odwracam wzrok. Nie mogę do tego wracać. Zbyt wiele się zmieniło. Nieoczekiwanie gwałtownie zwalnia i zjeżdża na bok. Moje serce wali jak młotem. Boże!
-Wytłumacz mi- zaczyna- co się między nami zmieniło? Pragnę cię. Tak jak nigdy- niebezpiecznie zbliża się do mnie.

-Ja…mam kogoś- ucinam.-Odwieź mnie do domu.