- Tada!- Krzyczę i obracam się w nowiutkiej zielonej sukience od Coco
Chanel.
- Wyglądasz wspaniale- cmoka z uznaniem Chris.
Siedzimy w jego skromnym,
ale pięknym mieszkaniu. Na ławie leży stos prac do sprawdzenia, a na wierzchu nasze zdjęcie. Wyglądamy na
nim tak słodko. Zakochani. Tylko my na zawsze. Kątem oka spoglądam w jego
stronę i widzę, ze przyjął pozę „na filozofa”.
Pewnie znowu o nim rozmyśla. Czemu zjawił się akurat teraz? Kiedy
wszystko tak dobrze się układa? Mimo wszystko kocham go jako myśliciela. Jest
wtedy taki…tajemniczy, ale z drugiej strony otwarty. Ten mężczyzna ma w sobie
tyle sprzeczności. Najbardziej boli mnie to, że ciągle muszę tolerować jego
matkę. Okropna kobieta! Opadam na sofę i tulę się do niego. On obejmuje mnie
ramieniem i całuje w czoło. Chris to dwa w jednym, mój partner i tato. Ojciec,
którego nigdy nie miałam.
-Co dziś planujesz, nauczycielu?-
Zagaduję żartobliwie.
Zbliża się do mnie i dotyka kciukiem
mojego podbródka. W myślach krąży mi tylko jedno słowo: tak! Niestety-nieoczekiwanie-
on odwraca się.
-Planuję odwieźć cię do domu,
księżniczko-odpowiada spokojnie.
Spoglądam na niego zdziwiona. Że co?
Mieliśmy spędzić w swoim towarzystwie cały weekend. Pewnie musi spotkać się z
matką. Czego ona znowu od niego chce? Mimo wszystko wolę nie pytać. Pragnę, aby
to on wyjawił mi ten „rodzinny sekret”. Nie będę naciskała. Mruczę
niezadowolona i w pośpiechu przebieram się.
Za pięć minut stoję przy drzwiach. Gdzie
on do cholery jest? Co on sobie myśli? Tak. Pewnie już rozmawia przez telefon.
A jakże! Może jeszcze wrócę do domu pieszo. Wszystko możliwe. Posyłam mu wzrok
w stylu: śpieszę się, a on błyskawicznie kończy rozmowę. Ojej, chyba nie ma
dobrego humoru. Ale ja też nie. Kto tym razem? Mama? Żona? Może dziecko, o
którym jeszcze nie wiem?
-To nie była żadna z nich- syczy.
Umie czytać w moich myślach?
Jasna cholera!
-Muszę iść-rzucam zestresowana i
wybiegam.
Dokąd?
Ten cholerny dom leży 20km od Detroit. Nie
chcę już wdawać się z nim w żadną wymianę zdań.
Nagle zauważam Thomas’a. Co za ulga!
Stoję na środku drogi i macham do niego jak wariatka. To zły pomysł, ale jedyny
na wydostanie się z tej wioski. Zatrzymuje samochód i obdarza mnie cynicznym
uśmiechem. Zaczyna się.
-Co ty tu robisz?-rzucamy
jednocześnie i wybuchamy gromkim śmiechem.
Brakowało mi go. Jego jako kolegi. Jego
jako przyjaciela. Jego jako mężczyzny, z którym mogłam się pośmiać. Jego jako
mojego partnera. Ale to on ze mną zerwał. Nieważne. Mam teraz Chris’a.
-Gdzie się teraz uczysz?- Spytałam
beznamiętnie.
- Uniwersytet w Detroit- tłumaczy
podekscytowany.
-Bardzo się cieszę z powrotu.
Tęskniłem za domem, za matką, za znajomymi i…-urywa- za tobą-dodaje ciszej.
Nie odpowiadam. Co niby mam mu
wyjawić? Przez ostatni rok nie miałam nawet czasu, żeby o nim pomyśleć. Całą siebie poświęciłam
Chrisowi. Tyle. Spogląda na mnie. Odwracam wzrok. Nie mogę do tego wracać. Zbyt
wiele się zmieniło. Nieoczekiwanie gwałtownie zwalnia i zjeżdża na bok. Moje
serce wali jak młotem. Boże!
-Wytłumacz mi- zaczyna- co się
między nami zmieniło? Pragnę cię. Tak jak nigdy- niebezpiecznie zbliża się do
mnie.
-Ja…mam kogoś- ucinam.-Odwieź
mnie do domu.