niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 1.

           Cudowne uczucie. Sprawia, że jestem bezpieczna. Tak bardzo chcę go dotknąć, przytulić. To toksyczna znajomość- tak wiem.
-Kochanie, czuję się nieziemsko- zaczynam powoli, delikatnie, nieśmiało.
-Nie mów tak do mnie. My się nie kochamy. Pamiętaj- całuje mnie w czoło.
- Tak, ale tłumaczyłam ci już- z góry skazana zostałam na niepowodzenie.
- Nie kochamy się- powtarza dosadnie.
         Postanawiam rozkoszować się chwilą, nie myśleć o tym "związku". Ma zielone, głębokie oczy, a z nich wypływa ostre spojrzenie. W pewnym sensie boję  się, lecz strach graniczy z fascynacją. Nie mogę uwierzyć, że ten cudowny mężczyzna należy do mnie. Jeszcze kilka miesięcy temu trzymałabym się od niego z daleka, gdybym tylko wiedziała...
-Cristino, o czym myślisz?
- O niczym- mówię niepewnie.
- Nie kłam, wiesz dobrze, że tego nie lubię- znów to spojrzenie.
        Kilka minut ciszy, głuchej, nieprzeniknionej. Kieruję dłoń w stronę jego klatki piersiowej, a on odwraca wzrok i zaciska pięści. Wystraszyłam się.
- Kiedy wracają?- wskazuje palcem w kierunku zdjęcia moich rodziców.
- Ach…Jutro. Możemy robić , co chcemy- uśmiecham się zalotnie.
-Jak zwykle nienasycona-wstaje, ubiera się, a ja podążam jego śladem.
               Dwie godziny później spacerujemy po pięknym parku w środku miasta. Tak bardzo go kocham. Spoglądam w jego kierunku, a on obejmuje mnie i obdarza namiętnym pocałunkiem.  Pragnę jeszcze przez chwilę wdychać ten zapach, ale niestety.
- Nie utrudniaj mi tego- szepczę.
-Mogłoby być inaczej, gdybym- wpatruje się we mnie.
-Gdybyś nie miał trzydziestu lat, posady nauczyciela biologii i chorych nawyków?- Sama nie wierzę, że to mówię
            Uśmiecha się enigmatycznie, a ja próbuję zachować stoicki spokój. Cholera! Cris, co ty narobiłaś? Mam ochotę cofnąć czas. On dalej patrzy mi prosto w oczy.
-Powiedz coś- nalegam.
-Gdybyś nie była moją uczennicą, spragnioną mnie i mojego ciała- dogryza mi w odwecie.
-Jesteś nieznośny- odwracam się plecami.
-Ty też Cristino- krzyczy i dogania mnie.
      Jasne. Pewnie myśli, że kolejny raz mu się upiecze. O nie! Tak się bawić nie będziemy. Posyłam mu gniewne spojrzenie, a jego twarzy widnieje konsternacja. To zawsze na niego działa. Tak panie Bomer. Teraz ja rozdaję karty. Seksownie oblizuję usta i już wiem, że jest mój. Mężczyźni są tacy przewidywalni. Postanawiam spytać kolejny raz.
-Dlaczego odszedłeś od żony?-Jego wzrok wyraża ulgę.
-To temat zamknięty- mówi nadąsany.
-Ale chcę tyle o tobie wiedzieć, nie mogę ciągle żyć w niepewności- tłumaczę mu.
-Nie masz do tego powodu, nikt się nie dowie. Nikt- obiecuję.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz