Cudowne uczucie. Sprawia, że jestem bezpieczna. Tak bardzo chcę go
dotknąć, przytulić. To toksyczna znajomość- tak wiem.
-Kochanie, czuję się nieziemsko- zaczynam powoli, delikatnie,
nieśmiało.
-Nie mów tak do mnie. My się nie kochamy. Pamiętaj- całuje
mnie w czoło.
- Tak, ale tłumaczyłam ci już- z góry skazana zostałam na
niepowodzenie.
- Nie kochamy się- powtarza dosadnie.
Postanawiam
rozkoszować się chwilą, nie myśleć o tym "związku". Ma zielone,
głębokie oczy, a z nich wypływa ostre spojrzenie. W pewnym sensie boję się, lecz strach graniczy z fascynacją. Nie
mogę uwierzyć, że ten cudowny mężczyzna należy do mnie. Jeszcze kilka miesięcy
temu trzymałabym się od niego z daleka, gdybym tylko wiedziała...
-Cristino, o czym myślisz?
- O niczym- mówię niepewnie.
- Nie kłam, wiesz dobrze, że tego nie lubię- znów to
spojrzenie.
Kilka minut
ciszy, głuchej, nieprzeniknionej. Kieruję dłoń w stronę jego klatki piersiowej,
a on odwraca wzrok i zaciska pięści. Wystraszyłam się.
- Kiedy wracają?- wskazuje palcem w kierunku zdjęcia moich
rodziców.
- Ach…Jutro. Możemy robić , co chcemy- uśmiecham się
zalotnie.
-Jak zwykle nienasycona-wstaje, ubiera się, a ja podążam
jego śladem.
Dwie
godziny później spacerujemy po pięknym parku w środku miasta. Tak bardzo go
kocham. Spoglądam w jego kierunku, a on obejmuje mnie i obdarza namiętnym
pocałunkiem. Pragnę jeszcze przez chwilę
wdychać ten zapach, ale niestety.
- Nie utrudniaj mi tego- szepczę.
-Mogłoby być inaczej, gdybym- wpatruje się we mnie.
-Gdybyś nie miał trzydziestu lat, posady nauczyciela
biologii i chorych nawyków?- Sama nie wierzę, że to mówię
Uśmiecha
się enigmatycznie, a ja próbuję zachować stoicki spokój. Cholera! Cris, co ty
narobiłaś? Mam ochotę cofnąć czas. On dalej patrzy mi prosto w oczy.
-Powiedz coś- nalegam.
-Gdybyś nie była moją uczennicą, spragnioną mnie i mojego
ciała- dogryza mi w odwecie.
-Jesteś nieznośny- odwracam się plecami.
-Ty też Cristino- krzyczy i dogania mnie.
Jasne. Pewnie
myśli, że kolejny raz mu się upiecze. O nie! Tak się bawić nie będziemy.
Posyłam mu gniewne spojrzenie, a jego twarzy widnieje konsternacja. To zawsze
na niego działa. Tak panie Bomer. Teraz ja rozdaję karty. Seksownie oblizuję
usta i już wiem, że jest mój. Mężczyźni są tacy przewidywalni. Postanawiam
spytać kolejny raz.
-Dlaczego odszedłeś od żony?-Jego wzrok wyraża ulgę.
-To temat zamknięty- mówi nadąsany.
-Ale chcę tyle o tobie wiedzieć, nie mogę ciągle żyć w
niepewności- tłumaczę mu.
-Nie masz do tego powodu, nikt się nie dowie. Nikt-
obiecuję.